Osoby trans płacą więcej

Dzielę się dziś z Wami częścią fantastycznego wywiadu z Kajem z Fundacji Trans-fuzja.

Mam nadzieję, że dla osób trans będzie sygnałem, że w swoich finansowych potyczkach nie są same. Wiem też, że osoby cis sporo się z niego dowiedzą (i się uwrażliwią) – dlatego dla nich jest to po prostu lektura obowiązkowa.

Dodaję krótką listę wyrażeń, które będą pomocne i których – jeśli jeszcze nie znacie – wypada się nauczyć:

osoba transpłciowa – osoba, u której płeć przypisana przy narodzinach nie jest spójna z tożsamością płciową;

osoba cispłciowa – osoba, u której płeć przypisana przy narodzinach jest spójna z tożsamością płciową;

wyoutowanie się / coming out – w kontekście tej rozmowy, podzielenie się pierwszy raz informacją, że jest się trans; o coming oucie wspomina się też w kontekście osób homoseksualnych, choć w przypadku osób heteroseksualnych (których orientacja jest społecznie uważana za domyślną) już nie (dlaczego?);

tranzycja – proces uzgadniania płci poprzez zmianę dokumentów i czasem (nie zawsze) operację/operacje;


Kaj (Fundacja Trans-fuzja): Mam na imię Kaj, mam 26 lat, mieszkam w Warszawie z matką (właśnie z powodu finansów). Jestem technikiem weterynarii.

Emilia (własny spokój): Na co chciałbyś mieć więcej pieniędzy?

Kaj: Na wszystko! Najbardziej naglący plan na przyszłość to wyprowadzka – co mi się ostatnio skomplikowało przez sytuację pandemiczną. Tranzycję już skończyłem, więc na szczęście już mi się zamknął ten rozdział, ale przez wiele lat musiałem na to zbierać. A poza tym to chciałbym mieć więcej pieniędzy na hobby i na rozwój zawodowy, bo są różne kursy, które fajnie by było skończyć. One dają dodatkowe kwalifikacje, które by mi dały więcej możliwości.

Miałem takie bardziej barwne plany, żeby się przeprowadzić na tereny wiejsko-dzikie, a moim szczytem marzeń jest to, żeby mieć dom, który bym sam postawił. Ale to jest dość odległe, bardziej w kwestii marzeń niż planów. I na zdrowie też bym chciał mieć więcej.

Emilia: Jak u Ciebie wyglądają teraz stałe koszty medyczne?

Kaj: Te związane z samą transpłciowością są nieduże, bo w tej chwili są to tylko hormony. W zależności od cen w hurtowniach to jest u mnie rocznie 250-300 zł, więc jest to dla mnie właściwie nieodczuwalne. Wcześniej to były jednorazowe większe sumy pieniędzy przy operacjach, ale np. diagnostykę całą robiłem na NFZ.

Emilia: Czy jeśli chodzi o testosteron, to on jest częściowo finansowany, czy ty płacisz całość?

Ja płacę całość i z tego co wiem wszyscy płacą całość. Chociaż z tego co wiem u trans kobiet udaje się załatwić refundację częściową. W tą stronę [przyp. FtM, czyli tranzycja żeńskie → męskie] z tego co wiem testosteron nie ma refundacji. My płacimy 100%, co jest małym problemem przy tym testosteronie, który ja biorę. Natomiast osoby, które są na żelu albo biorą inny rodzaj testosteronu płacą dużo więcej – tyle miesięcznie, ile ja rocznie.

Emilia: Od czego zależy to, jaki typ testosteronu się dostaje? Czy to bardziej kwestia lekarza, czy zależna od osoby?

Kaj: W idealnym świecie to byłaby kwestia osobowa / medyczna.

Bo tak naprawdę jeśli ktoś nie ma problemów zdrowotnych to powinien móc brać to co preferuje, to jest kwestia gustu (np. ktoś nie lubi zastrzyków i woli żel, czy woli zastrzyki, bo nie musi wtedy przyjmować hormonów codziennie).

Ale u nas w Polsce jest niestety tak, że idziemy do konkretnego lekarza, ten lekarz ma swój schemat działania i wszystkim wypisuje to samo. Niektórzy są bardziej otwarci i można im coś zasugerować. U mnie było od początku okej, ale mam znajomych, którzy mieli straszne efekty uboczne np. koszmarny trądzik, a lekarze bardzo kręcili nosem na zmianę substancji.

Emilia: Czyli to jest kwestia edukacji lekarzy i dostępności opieki medycznej?

Kaj: Tak, plus to jest też problem finansowy. Niektórych osób nie stać np. na żel, bo to kilkaset złotych miesięcznie, więc mało kto jest w stanie sobie pozwolić.

Emilia: Wspomniałeś, że diagnostykę robiłeś przez NFZ. Jak częste jest to, że tak się to da zrobić? (Bezpłatnie, na system).

Kaj: To jest głównie problem geograficzny. Znam jedną przychodnię, która tak działa i ona jest w Warszawie. Jest jeszcze druga, chyba w Łodzi – i to są dwa miejsca, o których ja wiem. Są one też bardzo problematyczne. Tamci lekarze nie sa dobrzy, często mają wiedzę sprzed pięćdziesięciu lat, trudno się tam dostać i wiele osób nie ma sił mentalnie się z tym zmagać. Jeśli jeszcze ktoś nie jest binarny w 100%, to też może mieć problem.

Emilia: Ile u Ciebie w całości kosztowało uzgodnienie płci?

Kaj: Trudno jest mi to tak teraz zebrać, bo hormony będę brać jeszcze przez wiele, wiele lat.

Teraz wychodzi mi rocznie 200 – 300 zł na hormony. Diagnostykę miałem na NFZ, więc bezpłatnie, z tym że zrobiłem sobie badania kariotypu prywatnie żeby było szybciej. To kosztowało około 300 zł. Rozprawa sądowa jest dość kosztowa. W moim przypadku nie było tak źle – płaciłem 600 zł za wniesienie pozwu i potem 600 zł za jednego biegłego. Niektórzy dostają kilku biegłych, którzy sobie życzą po tysiąc zł każdy, albo i więcej. Więc w moim przypadku 1200 zł kosztowało całe postępowanie. Parę lat temu robiłem operację topkę, która wtedy kosztowała 10 600 zł, a teraz kosztuje 18 tysięcy z hakiem, bo ceny poszły mocno w górę. Plus jeszcze w zeszłym roku miałem operację dwójkę, czyli owariektomię. Ona kosztowała 6 tysięcy. To można zrobić na NFZ, ale były strasznie długie kolejki, więc zapłaciłem sam.

Podliczając: same operacje to 17 tysięcy, plus dodatkowo badania naokoło (rentgen, USG) i cena postępowania.

Więc myślę że w sumie zapłaciłem około 19 – 20 tysięcy.

Emilia: Kilkukrotnie to słyszałam: osoby cis oszczędzają na wkład własny, a ja oszczędzam na to, żeby czuć się sobą.

Kaj: Tak, właśnie ostatnio miałem takie myśli, że gdybym teraz te pieniądze miał, to mógłbym się spokojnie wyprowadzić, kupić sobie samochód i nie wiadomo co jeszcze.

Rzecz jest też w tym, że gdybym bardzo potrzebował, to mógłbym tranzycję zrobić w większości na NFZ. Zarówno topka jak i dwójka jest teraz na NFZ po zmianie danych. Tylko że w czasach, gdy ja to robiłem, to ta opcja dla topki była w zasadzie niedostępna, bo wiedziałem, że można ją zrobić tylko w jednym mieście (bodajże Szczecinie). Do tego robili jedną stronę na raz, więc ma się jedną operację po drugiej w odstępie kilku miesięcy. Ja się nie chciałem w to bawić. Można się też zwolnić z kosztów postępowania sądowego, jeśli się ma bardzo niskie dochody – tylko że chodzi o dochody na gospodarstwo domowe. Więc np. czasem jest tak, że ktoś nie ma wsparcia finansowego od rodziców, płaci im czynsz, ale liczy się z nimi jako gospodarstwo domowe i nie może być zwolniony z kosztów postępowania. Tak było też u mnie i musiałem za wszystko zapłacić sam.

Emilia: Jakie są możliwości wsparcia finansowego w przypadku osób, które widzą, że są bardzo długie kolejki i z powodu np. samopoczucia chcą przejść uzgodnienie szybciej?

Kaj: Ja wiem o dwóch.

Jedna to po prostu zrzutki publiczne. Szczególnie osoby, które mają sporo znajomych są w stanie uzbierać np. na mastektomię, szczególnie jeśli pójdą do tańszego chirurga (7 – 8 tys.). Są trans kobiety które zbierają przez zrzutkę na SRS i to bardzo rzadko się udaje, bo to jest po prostu chora kwota. Często to jest jakieś wsparcie, ale nie widziałem, żeby ktoś zebrał całość.

No i jest druga opcja: fundusz solidarnościowy imienia Milo Mazurkiewicz. Ale to wszystko.

Wszystkie NGO-sy utrzymują się z datków i nie mają takich pieniędzy, żeby komuś płacić na tranzycję. Wiem, że wiele osób też wyjeżdża za granicę, żeby tam to zrobić, bo tam pokrywa to ubezpieczenie, ale w Polsce tak się nie zdarza.

Emilia: Organizacje które ja widziałam, skupiają się jednak na pomocy psychologicznej – grupy wsparcia, konsultacje psychologiczne i edukacja.

Kaj: My w fundacji też mamy konsultacje psychologiczne, ale skupiamy się na edukacji, bo to jest coś, co możemy robić na dużą skalę z tych środków, które mamy.

Nie ma szans, żeby na szerszą skalę wspierać tranzycje. Na to po prostu nie ma pieniędzy.

Emilia: Jak wyglądał u Ciebie czas przygotowania się do zapłacenia za to wszystko?

Kaj: Wyoutowałem się w wieku 20 lat, gdy rzucałem studia. Nie miałem pracy i nie byłem ubezpieczony. Miałem jakieś oszczędności, które by wystarczyły na jedzenie na jakiś czas, ale mieszkałem z mamą, nie musiałem też wtedy jeszcze płacić rachunków i mogłem wszystko, co zarobiłem odkładać na tranzycję.

Zacząłem więc szukać pracy. Miałem silne poczucie, że muszę jak najszybciej uzbierać te pieniądze i to przejść, mieć to za sobą. W tym samym momencie zacząłem pracę i próbowałem dostać diagnostykę na NFZ. Zrobiłem to w taki sposób, że zapisałem się do szkoły policealnej, gdzie dostałem status słuchacza i dzięki temu mogłem się zapisać na ubezpieczenie na rodzicu, tak na pasożyta. Dzięki temu mogłem się zapisać do przychodni. Pracowałem wtedy na koziej farmie pod Warszawą i zarabiałem 10 zł/h. Pracowałem 5 – 6 godzin dziennie, także to było takie powolne odkładanie. Żywiłem się chlebem, chodziłem w tych samych butach i przez około 2 lata udało mi się uzbierać te 10 tysięcy, które potrzebowałem na pierwszą operację. To było dość hardkorowe, ale miałem o tyle lżej, że nie musiałem płacić rachunków i tylko sobie opłacałem jedzenie.

Później okazało się, że to miało też poważne konsekwencje zdrowotne, bo w efekcie (m. in.) żywienia się praktycznie samymi kanapkami, nabawiłem się zespołu jelita drażliwego i teraz muszę brać bardzo drogie leki, prawdopodobnie do końca życia. Gdybym wiedział, to bym prawdopodobnie do tego nie doprowadził. Wtedy mi się wydawało, że dam radę tak pociągnąć i że jestem taki zaradny, ale to miało też swoje konsekwencje, bo mi to zrujnowało zdrowie.

Emilia: Powiedziałeś że zrezygnowałeś z pierwszych studiów. Czy to było związane z kierunkiem, czy z warunkami na studiach?

Kaj: Zacząłem się wtedy ze sobą źle czuć. Już byłem świadomy tego, że jestem trans, ale nie byłem wyoutowany. W mojej grupie były wyłącznie dziewczyny, więc sam fakt, że ja tam przychodziłem, gdy zwracano się do nas „dziewczyny, drogie panie”, nie był dla mnie łatwy. To też nie było dokładnie to, czego się spodziewałem po studiach. To był stresujący czas i studia mi też ciążyły. Ogólnie miałem mocne wrażenie, że moje życie donikąd nie zmierza w formie, w której byłem.

Emilia: Zapytałam o to, bo wyobrażam sobie, że jednym z elementów wykluczenia finansowego osób transpłciowych jest nieprzyjazny klimat na uczelniach, który po prostu zniechęca od zdobywania wykształcenia i rozwijania umiejętności.

Kaj: Byłem na SGGW i się tam nawet nie próbowałem outować. Wyoutowałem się wtedy paru osobom jako lesbijka, bo byłem wtedy jeszcze w związku z dziewczyną – już i to było dla nich mocne, więc mogę się tylko spodziewać, jak by było w innym przypadku.

Emilia: Nie pamiętam, która to uczelnia, ale ostatnio była informacja, że któraś z polskich dała opcję wpisywania preferowanego imienia i zaimków przy zapisie na zajęcia. Ale to była taka pierwsza informacja tego typu, którą w ogóle widziałam. Więc jak się o tym myśli z perspektywy długofalowego zarabiania, np. studiowania na takich mocno technicznych czy specjalistycznych studiach, gdzie faktycznie trzeba mieć wykształcenie, to to jest olbrzymia bariera.

Kaj: To prawda. W mojej szkole policealnej miałem dobre doświadczenia. Nie outowałem się tam od razu, ale już starałem się wyglądać jak facet i tak funkcjonować. Wyoutowałem się w drugim czy trzecim semestrze i był bardzo dobry odbiór zarówno przez nauczycieli i osoby w grupie. Ale to było też specyficzne miejsce, bo ta szkoła miała takie lewicowe zapędy. Na SGGW podejrzewam, że byłoby na odwrót.

Emilia: Czy jak myślisz o swoich wydatkach przed i po coming oucie, to czy widzisz jakieś mocne różnice w swoim trybie życia i wydawaniu pieniędzy?

Kaj: U mnie też było tak, że coming out się zbiegł z wejściem w dorosłość. Przed nim żyłem na garnuszku u matki i nie robiłem nic ze swoim życiem.

Dopiero, gdy się wyoutowałem, stwierdziłem, że dobra, pora dorosnąć. Wtedy aktywnie się zabrałem za szukanie pracy i zrobienie czegoś ze sobą. Wcześniej miałem to gdzieś i w dalszym ciągu mam wrażenie, że gdybym się wtedy nie wyoutował, to bym dużo wolniej dorósł emocjonalnie.

Wcześniej żyłem z dnia na dzień i się nie przejmowałem niczym. Ta sytuacja, że musiałem mocno o siebie zadbać, bo nikt mi nie mógł dać pomocy finansowej czy logistycznej, miała na dłuższą metę też pozytywne efekty. Ale z drugiej strony też się nagle okazało, że nie ma pieniędzy, nikt mi ich nie da i muszę się wziąć za jakąkolwiek robotę i zarabiać jakiekolwiek pieniądze.

Bardzo sobie wtedy udowodniłem, że mam jakąś wartość i jak faktycznie chcę, to potrafię o siebie zadbać. Wszyscy mi trochę wypominali, że jestem nieudacznikiem i nic nie robię, ale wtedy udowodniłem innym i sobie, że mogę o siebie zadbać i mi to wychodzi. Sam się zdziwiłem, że umiałem znaleźć tego lekarza, sam się do niego umówić, zarobić te pieniądze i je odłożyć. To było faktycznie budujące.

Emilia: To jest moment, w którym się zaczyna przekształcać swoją opowieść o pieniądzach. Nie, że ich nie ma i one mnie wyzyskują, tylko: mogę je ogarnąć i wesprzeć siebie samego.

Czy jest coś, co chciałbyś, żeby było powszechną wiedzą o finansach u osób transpłciowych, o czym powinno się mówić więcej?

Kaj: Taką banalną dla mnie, ale mało znaną dla osób cis, jest informacja, że tranzycja jest na ogół bardzo kosztowna i bardzo trudna do przejścia. Trudno się dostać do tego całego procesu.

Jest bardzo wiele osób transpłciowych, które nigdy nie przechodzą tranzycji albo się nie outują, albo nigdy nie przechodzą medycznej tranzycji, bo ich nie stać i nie są w ogóle ubezpieczone. Jeśli ktoś nie jest ubezpieczony, to możliwe, że nie będzie tej osoby stać na diagnostykę, która jest bardzo kosztowna prywatnie.

Są lekarze, którzy liczą sobie olbrzymie pieniądze, albo nieodpowiedzialnie przypisują bardzo przypadkowe dawki hormonów. I wtedy jak coś jest źle, to trzeba iść do endokrynologa, który też jest bardzo drogi prywatnie i ciężko się dostać. U mnie cała tranzycja od początku przebiegała pod znakiem pytania: jak zdobyć pieniądze? Jeśli ktoś nie jest z zamożnej rodzinnym, albo np. jest w szkole to nie ma za wiele możliwości. Widzę wiele młodych osób, które całą nadzieję pokładają w zbiórkach, liczą że kiedyś może wreszcie uda się uzbierać. Ale to jest cięższe niż się wydaje, bo to jest bardzo długi proces, skomplikowany i jednocześnie bardzo kosztowny.

Emilia: Cała ta narracja że to jest wymysł też pokazuje, że ludzie totalnie nie mają wyobrażenia, jak to wygląda od strony praktycznej.

Kaj: Dalej krążą takie mity, albo informacje, które były prawdziwe kilkadziesiąt lat temu.

Emilia: No i to jest mega szkodliwe.

Kaj: Ja uważam, że miałem dość łatwo, ale nie miałem najłatwiej.

Emilia: Tak jak opisywałeś – nawet u Ciebie, gdzie Twoja rodzina była w miarę stabilnej sytuacji finansowej, to i tak było duże wyzwanie, żeby zgromadzić pieniądze. To pokazuje, jak ogólnie jest źle. Jeśli nawet przy konkretnych przywilejach (bezpłatne miejsce do życia), zajęło ci to dwa lata solidnego zaciskania pasa, co miało też dla ciebie poważne konsekwencje zdrowotne, to jakie to ciężkie u osób, które zupełnie nie mają takiego wsparcia.

Kaj: Dokładnie. Oczywiście, że były rzeczy, które mogłyby być łatwiejsze. Ja wychodziłem z poziomu zero – nie miałem może jakichś dużych oszczędności, ale miałem spokojne, stabilne miejsce.

A są osoby, które są młode i mają już długi, albo odziedziczyli długi. Już nie mówiąc o tym, że ktoś ma na przykład jakieś towarzyszące choroby, które są bardzo kosztowne.

Emilia: A do tego dochodzi koszt psychiczny mieszkania w naszym państwie, co się przekłada na koszty na psychoterapię, pomoc psychologiczną. I to jest taka kanapka – i tak jest źle, a może być jeszcze gorzej.


Fundację Trans-fuzja możesz wesprzeć, przekazując 1% podatku (KRS: 0000309669) lub wpłacając darowiznę wedle informacji na stronie.